Miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle. Organizatorzy Marszu Niepodległości zapewniali wszem i wobec, że w tym roku będzie on przebiegał spokojnie i pokojowo. Zapewniali, że nie w utrzymaniu porządku nie będzie potrzebna policja. Zająć miała się tym specjalnie powołana straż marszu. Niestety nie spełniła ona pokładanych w niej nadziei. Podczas marszu doszło do kilku incydentów, które stanowiły doskonałą pożywkę dla wrogich środowiskom narodowym mediów i polityków. Przez całe wczorajsze popołudnie i wieczór wiodące stacje TV pokazywały w kółko 10 tych samych ujęć z 3 miejsc w stolicy tj. Placu Zbawiciela, gdzie spłonęła tęcza, ambasady Republiki Rosyjskiej, gdzie podpalono budkę wartowniczą oraz ul. Skorupki, gdzie część uczestników marszu przedarła się przez "straż marszu" i zaatakowała mieszczący się tam skłot. Co można z tego wywnioskować? Uczestnicy Marszu Niepodległości do banda zbirów i chuliganów, którzy narodowe święto wykorzystują tylko do tego, żeby dać upust swojej agresji. Taki obraz poszedł w świat. Nikt nie zapamięta dziesiątek tysięcy ludzi z flagami spokojnie maszerujących i śpiewających patriotyczne pieśni. W świadomości opinii publicznej, nie tylko polskiej pozostanie za to obraz osiłków w kominiarkach rzucających racami i kamieniami. Kto jest temu winien? Można mieć pretensje do mediów, które starają się manipulować rzeczywistością ukazując incydenty jako całokształt całego wydarzenia. Tego jednak można było się spodziewać. Takie staje jak TVN 24 czy publiczne TVP są programowo przeciwne narodowcom więc nic w tym dziwnego, że wykorzystają każdą okazję, aby zdyskredytować to środowisko. Winny jest tylko jeden. Są to organizatorzy marszu z MW i ONR. To oni odpowiadali za bezpieczeństwo podczas całego wydarzenia i powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za te zajścia bez względu na to czy dopuścili się tego ich ludzie czy też jakieś inne, bliżej niezidentyfikowane grupy np. kiboli. Tłumaczenia p. Krzysztofa Bosaka, którego bardzo szanuję, że ludzie atakujący skłot przy ul. Skorupki opuścili marsz więc organizatorzy za nic nie odpowiadają są dość naiwne. Rozumiem, że ludziom z MW i ONR trudno zapanować nad pewnymi środowiskami, ale najlepszym wyjściem byłoby uczciwie przyznać się, że nie dało się rady zamiast wybielać się i kręcić. Niestety wybrali tą drugą drogę. Niech się potem nie dziwią, że ludzie będą ich utożsamiali z bandytami.
Co do samych zajść podczas marszu, to sprawa nie jest jednak tak jasna i klarowna jak przedstawiają to media. Nie chodzi mi tu o podpalenie budki czy też tęczy, co było zwyczajnym aktem chuligaństwa, ale o sytuację przy ul. Skorupki. Z przekazów medialnych można było dowiedzieć się, że grupa zamaskowanych mężczyzn odłączyła się od marszu i zaatakowała mieszczący się w pobliżu skłot. Napastnicy mieli próbować dostać się do środka, ale zostali odparci przez skłotersów. Wtedy mieli spróbować podpalić budynek używając do tego butelek z benzyną. Jedna z dziennikarek po tych zajściach stwierdziła, że już nigdy nie zaprosi do swojego programu "faszystów", którzy napadają na bezdomnych. Oglądając wczoraj TVP INFO usłyszałem jednak pojedynczy głos, który różnił się nieco od oficjalnej linii obranej przez media. Pewien dziennikarz wspomniał, że stojący na dachu skłotersi rzucali w manifestantów kamieniami. Zaciekawiło mnie to nieco, gdyż budynek, w którym mieści się skłot był nieco oddalony od ulicy, którą przechodził marsz. Stojący na dachu skłotersi mogli być więc widoczni a nawet dla uczestników pochodu, ale raczej nie mieliby szans dorzucić do nich kamieniami. Tak więc rzeczywiście uczestnicy marszu musieli zaatakować pierwsi, przynajmniej fizycznie a nie werbalnie. Wciąż jednak coś mi nie grało. Dlaczego atak nastąpił akurat teraz podczas Marszu Niepodległości? Przecież mogło do tego dojść zawsze. Odpowiedź dało mi zdjęcie, jakie zobaczyłem dziś rano. Przedstawia ono zamaskowanego człowieka stojącego na dachu budynku, w którym mieści się skłot. Trzyma on w ręku butelkę z jakimś płynem i zapalona szmatką. Wyraźnie szykuje się do rzutu. Wniosek? Budynek był obsadzony nie tyle przez zwykłych skłotersów co przez lewicową bojówkę, najprawdopodobniej Antify. Wydaje mi się, że zarówno szturmujący jak i broniący doskonale wiedzieli o zadymie i byli na nią przygotowani. To była zaplanowana bitwa. Największą szkodę całego zajścia nie ponieśli żadni skłotersi a członkowie straży marszu, którzy zostali poturbowani przez uczestników własnego pochodu. Tego jakoś media nie podały.
Patrząc na całokształt Marszu Niepodległości było dużo spokojniej niż w ostatnich latach. Incydenty, które jednak miały miejsce obciążają jednak już tylko organizatorów. Nie mogą się oni już zasłaniać policyjnymi prowokacjami czy też "antyfaszystami" z Niemiec.Powinni przyznać się do błędu i wyciągnąć wnioski na następne lata. Jeśli tego nie zrobią, to na zawsze będą kojarzeni z bandytami i zadymiarzami.