poniedziałek, 18 listopada 2013

Joanna Senyszyn szydzi z Żołnierzy Wyklętych

Nóż w kieszeni się otwiera. Po raz kolejny wychodzi na jaw, że mimo prawie ćwierćwiecza od upadku w Polsce komunizmu u niektórych ludzi mentalność i sposób myślenia wciąż pozostają prl - owkie a nawet pzpr - owskie. Oto bowiem w programie "Młodzież Kontra" znana eurodeputowana SLD a dawniej działaczka PZPR Joanna Senyszyn wyjawiła co naprawdę uważa o ludziach, którzy po 44/45 roku walczyli o wolną Polskę.
Uważam, że miałam akurat całkowicie odmienne pojęcie, niż ci tzw. Żołnierze – jak ich nazywam – słusznie Wyklęci, z których ostatni jeszcze został tam zabity w 63 roku, bo biedak nie wiedział, że się wojna skończyła.
W swoich słowach odniosła się do losów sierżanta Józefa Franczaka ps. Lalek, ostatniego żołnierza podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego, który zginął w 1963r. podczas obławy zorganizowanej przez ZOMO.
Zastanawiam się czy opinia p. profesor jest skutkiem z jej niewiedzy, czy też jest dyktowana jej lewicowymi poglądami. Mam wrażenie, że jednak to drugie. Widać dla komunistów wszelkiej maści wszyscy żołnierze, którym nie w smak była władza ludowa to "zaplute karły reakcji".
A teraz moja uwaga nt. Żołnierzy Wyklętych. Joanna Senyszyn zarzuca im, że nie wiedzieli, że wojna już się skończyła. Otóż dla nich się nie skończyła, chociaż bardzo tego chcieli. Nie skończyła się, bo nie pozwolili na to sami komuniści, którzy już w 44 r. wykorzystując akowską akcje "Burza" dali wyraz temu, że chcą fizycznie wyeliminować polskie podziemie niepodległościowe. Po kapitulacji III Rzeszy wielokrotnie obiecywali "amnestię" dla partyzantów, którzy się ujawnią. Potem ci ujawnieni żołnierze ginęli bez sądu w ubeckich więzieniach lub skazywani byli z swingowanych procesach na śmierć lub długoletnie więzienie. Ci, którzy widzieli jaki los spotkał ich towarzyszów broni wracali do konspiracji. Tak więc to sami komuniści spychali Żołnierzy Wyklętych z powrotem do "lasu". Z uwagi na to niewyobrażalną bezczelnością są słowa p. Senyszyn zwłaszcza, że przez lata należała ona do organizacji i wyznawała ideoligię, która odpowiadała za los tamtych ludzi

wtorek, 12 listopada 2013

Tradycyjne zadymy na Marszu Niepodległości

Miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle. Organizatorzy Marszu Niepodległości zapewniali wszem i wobec, że w tym roku będzie on przebiegał spokojnie i pokojowo. Zapewniali, że nie w utrzymaniu porządku nie będzie potrzebna policja. Zająć miała się tym specjalnie powołana straż marszu. Niestety nie spełniła ona pokładanych w niej nadziei. Podczas marszu doszło do kilku incydentów, które stanowiły doskonałą pożywkę dla wrogich środowiskom narodowym mediów i polityków. Przez całe wczorajsze popołudnie i wieczór wiodące stacje TV pokazywały w kółko 10 tych samych ujęć z 3 miejsc w stolicy tj. Placu Zbawiciela, gdzie spłonęła tęcza, ambasady Republiki Rosyjskiej, gdzie podpalono budkę wartowniczą oraz ul. Skorupki, gdzie część uczestników marszu przedarła się przez "straż marszu" i zaatakowała mieszczący się tam skłot. Co można z tego wywnioskować? Uczestnicy Marszu Niepodległości do banda zbirów i chuliganów, którzy narodowe święto wykorzystują tylko do tego, żeby dać upust swojej agresji. Taki obraz poszedł w świat. Nikt nie zapamięta dziesiątek tysięcy ludzi z flagami spokojnie maszerujących i śpiewających patriotyczne pieśni. W świadomości opinii publicznej, nie tylko polskiej pozostanie za to obraz osiłków w kominiarkach rzucających racami i kamieniami. Kto jest temu winien? Można mieć pretensje do mediów, które starają się manipulować rzeczywistością ukazując incydenty jako całokształt całego wydarzenia. Tego jednak można było się spodziewać. Takie staje jak TVN 24 czy publiczne TVP są programowo przeciwne narodowcom więc nic w tym dziwnego, że wykorzystają każdą okazję, aby zdyskredytować to środowisko. Winny jest tylko jeden. Są to organizatorzy marszu z MW i ONR. To oni odpowiadali za bezpieczeństwo podczas całego wydarzenia i powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za te zajścia bez względu na to czy dopuścili się tego ich ludzie czy też jakieś inne, bliżej niezidentyfikowane grupy np. kiboli. Tłumaczenia p. Krzysztofa Bosaka, którego bardzo szanuję, że ludzie atakujący skłot przy ul. Skorupki opuścili marsz więc organizatorzy za nic nie odpowiadają są dość naiwne. Rozumiem, że ludziom z MW i ONR trudno zapanować nad pewnymi środowiskami, ale najlepszym wyjściem byłoby uczciwie przyznać się, że nie dało się rady zamiast wybielać się i kręcić. Niestety wybrali tą drugą drogę. Niech się potem nie dziwią, że ludzie będą ich utożsamiali z bandytami.
Co do samych zajść podczas marszu, to sprawa nie jest jednak tak jasna i klarowna jak przedstawiają to media. Nie chodzi mi tu o podpalenie budki czy też tęczy, co było zwyczajnym aktem chuligaństwa, ale o sytuację przy ul. Skorupki. Z przekazów medialnych można było dowiedzieć się, że grupa zamaskowanych mężczyzn odłączyła się od marszu i zaatakowała mieszczący się w pobliżu skłot. Napastnicy mieli próbować dostać się do środka, ale zostali odparci przez skłotersów. Wtedy mieli spróbować podpalić budynek używając do tego butelek z benzyną. Jedna z dziennikarek po tych zajściach stwierdziła, że już nigdy nie zaprosi do swojego programu "faszystów", którzy napadają na bezdomnych. Oglądając wczoraj TVP INFO usłyszałem jednak pojedynczy głos, który różnił się nieco od oficjalnej linii obranej przez media. Pewien dziennikarz wspomniał, że stojący na dachu skłotersi rzucali w manifestantów kamieniami. Zaciekawiło mnie to nieco, gdyż budynek, w którym mieści się skłot był nieco oddalony od ulicy, którą przechodził marsz. Stojący na dachu skłotersi mogli być więc widoczni a nawet dla uczestników pochodu, ale raczej nie mieliby szans dorzucić do nich kamieniami. Tak więc rzeczywiście uczestnicy marszu musieli zaatakować pierwsi, przynajmniej fizycznie a nie werbalnie. Wciąż jednak coś mi nie grało. Dlaczego atak nastąpił akurat teraz podczas Marszu Niepodległości? Przecież mogło do tego dojść zawsze. Odpowiedź dało mi zdjęcie, jakie zobaczyłem dziś rano. Przedstawia ono zamaskowanego człowieka stojącego na dachu budynku, w którym mieści się skłot. Trzyma on w ręku butelkę z jakimś płynem i zapalona szmatką. Wyraźnie szykuje się do rzutu. Wniosek? Budynek był obsadzony nie tyle przez zwykłych skłotersów co przez lewicową bojówkę, najprawdopodobniej Antify. Wydaje mi się, że zarówno szturmujący jak i broniący doskonale wiedzieli o zadymie i byli na nią przygotowani. To była zaplanowana bitwa. Największą szkodę całego zajścia nie ponieśli żadni skłotersi a członkowie straży marszu, którzy zostali poturbowani przez uczestników własnego pochodu. Tego jakoś media nie podały.
Patrząc na całokształt Marszu Niepodległości było dużo spokojniej niż w ostatnich latach. Incydenty, które jednak miały miejsce obciążają jednak już tylko organizatorów. Nie mogą się oni już zasłaniać policyjnymi prowokacjami czy też "antyfaszystami" z Niemiec.Powinni przyznać się do błędu i wyciągnąć wnioski na następne lata. Jeśli tego nie zrobią, to na zawsze będą kojarzeni z bandytami i zadymiarzami.

wtorek, 15 października 2013

Chandler w koszulce Shakiry

Co myślą ludzie, gdy mówię, że słucham doom metalu? W ich głowach, o ile maja jako taką wiedzę o tej muzyce, pojawiają się nazwy: Anathema, My Dying Bride, Paradise Lost. Co się pojawia w mojej głowie gdy o tym myslę? Pentagram, Candlemass, Cathedral i Saint Vitus. Kapele grające ciężką, wolna jak walec muzę w mrocznym a nie smętnym klimacie, jak trzy pierwsze wymienione przeze mnie zespoły.
Saint Vitus to żywa legenda doom metalu. Grają już 35 lat i mają się całkiem nieźle. Ich muza nie straciła ani trochę ze swojego ciężaru i mocy. Co jest w nich jednak najfajniejsze? To że choć grają tak jak grają, to mają niesamowity dystans do siebie. Wyobrażacie sobie, by jakiś gość np. z My Dying Bride zagrał w koszulce Shakiry?

Reaktywacja

Niniejszym oznajmiam, że wracam do mojego bloga. Minęło już ponad trzy lata od ostatniego posta, którego tutaj napisałem. Trzeciego posta! Tylko na tyle wówczas było mnie stać. Dlaczego? Taki już mam charakter, że zaczynam coś robić pod wpływem impulsu a dalej już moja motywacja znika. Może jednak tym razem będzie inaczej? Zobaczymy.
O czym będzie mój blog? Tak jak już pisałem wcześniej o wszystkim, o tym co mi akurat wpadnie do głowy i będę miał się ochotę tym podzielić z bliźnimi. Tak więc polityka, muzyka, film, książki, wkurzający ludzie w tramwaju itp.
Nie wiem czy ktoś w ogóle będzie czytał moje wypociny. Być może nikt. Nawet jeśli tak będzie, to będę pisał tylko dla siebie. Po to by po kilku latach odczytać sobie swojego posta i stwierdzić: "O rany! Ja to napisałem? Ależ głupoty."

czwartek, 16 lipca 2009

Kolejny politycznie - poprawny absurd.

Zastanawialiście się kiedykolwiek jaki kolor skóry ma wasz przeciwnik, do którego strzelaliście grając w jakąś grę FPS? Mi się to jeszcze nie zdarzyło. Przytrafiło się to jednak pewnemu amerykańskiemu dziennikarzowi. Williemu Jeffersonowi z The Houston Chronicle nie spodobało się to, że w "Left 4 Dead" występują czarnoskóre zombie. Uważa on, że jest to zabieg rasistowski i karygodny.
„Jestem oburzony ilością rasizmu w grach wideo” – pisze Jefferson – „Jedną z takich produkcji jest 'Left 4 Dead'. Dzieje się w Nowym Orleanie, gracze muszą walczyć z zombie, także afroamerykańskimi".
Dziennikarzowi nie spodobało się, że niektóre zombie mają czarny kolor skóry. Dziwne, że nie oburzył go fakt, że inni ożywieńcy w tej grze za życia byli biali.
Panu Jeffersonowi nie spodobała się również gra "Call of Juarez: Więzy krwi". Podpadła mu ona, gdyż główny bohater jest żołnierzem Konfederacji.
„Oni chcieli taniej siły roboczej, nie jestem w stanie patrzeć na flagę Konfederacji. Reprezentuje ona nienawiść, która mnie obraża. Ciekaw jestem czy Ubisoft wie w ogóle cokolwiek o tej wojnie”
Ciekawe czy Pan Jefferson jest w stanie oglądać filmy historyczne, w których bohaterowie walczący podczas wojny secesyjnej są ubrani w szare mundury a na ich sztandarach widnieje Southern Cross. Idąc tym tropem takie ksiązki i filmy jak "Przeminęło z wiatrem" albo "Północ - Południe" też należałoby nazwać rasistowskimi i nawołującymi do nienawiści.
Widać więc, że u niektórych ludzi polityczna poprawność zaczyna przeważać nad logicznym myśleniem.

środa, 15 lipca 2009

Zmarł Zbigniew Zapasiewicz

Niestety mój pierwszy merytoryczny post będzie smutny. Wczoraj wieczorem zmarł bowiem jeden z najwybitniejszych polskich aktorów - Zbigniew Zapasiewicz. Pozostawił po sobie wiele wspaniałych ról zarówno filmowych jak i teatralnych. Potrafił wcielać się zarówno w postacie dramatyczne jak i komediowe. W mojej pamięci pozostanie wiele jego ról. Oto jedna, która szczególnie utkwiła mi w pamięci:

Za samą tą scenę należał się Zapasiewiczowi Oscar. Wielka szkoda, że poza granicami Polski był on tak słabo znany. Jeszce większą szkodą jest jednak to, że obecnie takich jak on aktorów jest jak na lekarstwo. Na szczęście zostały nam po nim niezapomniane role w filmach, do których możemy wracać zawsze, gdy będziemy mieli już tylko Mroczki przed oczami.

"Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy".

"Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy". Ten oto cytat z kultowego "Rejsu" Marka Piwowskiego przyszedł mi do głowy, gdy siedziałem i próbowałem sklecić swój pierwszy post na tym blogu. Tak samo jak uczestnikom tamtego filmowego rejsu po Wiśle trudno było nawiązać ze sobą dyskusję, tak samo mi trudno stwierdzić o czym tak naprawdę chcę napisać na początek. Wiadomo bowiem, że najtrudniejszy pierwszy krok (tzn. post). Potem już jakoś idzie, można pisać wszystko co ślina na język przyniesie (tzn. na klawiaturę), każdą głupotę i wydumaną brednię. Pierwszy post powinien być jednak inny. Powinien jakoś zainteresować czytelnika, przyciągnąć jego uwagę. Niestety mam wrażenie, że kiepsko mi wychodzi przyciąganie uwagi innych ludzi. Ot taki ze mnie szary człowieczek;). No cóż...
Dobra. To może coś o sobie na początek. Nie urodziłem się co prawda w Małkinii(kurcze jak się to pisze?) jak główny bohater wymienionego przeze mnie wyżej filmu. Nie było to nawet w drugiej połowie lipca. Miało to miejsce wczesną wiosną (marzec) A.D. 1982 w Łodzi. Od tamtej znamienitej chwili minęło więc już ponad 27 lat! I wiecie co? Nadal mieszkam w Mieście Włókniarzy, no może na jego obrzeżach, ale mimo wszystko w granicach. Co tutaj robię? Przeważnie próbuję. Próbuję się uczyć (jestem dumnym wiecznym studentem:)), próbuję pracować (chwilowo nie wychodzi mi to), próbuję jeszcze wielu pożytecznych rzeczy. Pewnie większość z tych prób zakończyłaby się sukcesem gdybym się nad nimi porządnie skupił a nie myślał o pierdołach tzn. historii, polityce, literaturze fantasy, sporcie i muzyce. Wiecie jak trudno się uczyć prawa cywilnego (tak, tak studiuję prawo niestety) jeżeli w głowie ma się np. wojnę domową w Hiszpanii?
Dobra dosyć użalania się nad sobą. O czym będę pisał na tym blogu? O wszystkim. O tym co akurat będzie siedziało mi w głowie i nie pozwalało skupić się porządnie nad moimi próbami. Może jeżeli przeleję to wszystko tutaj, to w końcu będę miał wolną głowę i znajdzie się w niej trochę miejsca na takie np. prawo spadkowe albo rękojmię przy sprzedaży.
To na razie tyle. Jakoś udało mi się zacząć:)